Philip Evans: Marketingowiec przyszłości musi być specjalistą od danych

21. 6. 2017Opinie

WYWIAD – Czas pomiędzy każdym przełomowym odkryciem w informatyce a znalezieniem dla niego zastosowań jest coraz krótszy. Kluczem do tego są dane. Technologie informacyjne mają coraz większy wpływ na wszystkie dziedziny życia człowieka. Na konferencji Engage zapytaliśmy jednego z prelegentów, Philipa Evansa, jaka w najbliższych latach będzie rola specjalistów od marketingu.

Może się wydawać, że teraz, kiedy czas płynie coraz szybciej, mniejsi gracze muszą ustąpić miejsca gigantom Internetu. Philip Evans, starszy doradca w prestiżowej firmie Boston Consulting Group, uspokaja nas, że nie ma się czego bać.

„W tej chwili aplikacja wykorzystująca algorytmy uczenia maszynowego potrafi w czasie rzeczywistym opisać (w sposób zrozumiały) scenę widoczną w kamerze. Sztuczna inteligencja z architekturą sieci neuronowych osiąga coraz lepsze wyniki, które są nieporównywalne z algorytmami modeli heurystycznych” – mówi Evans. „W wybranych zadaniach maszyny wyprzedziły już człowieka”.

Mówiłeś o coraz większych możliwościach sztucznej inteligencji i innych zaawansowanych technologii. Czy mali gracze też są w stanie wykorzystywać te możliwości? Czy może te narzędzia są dostępne wyłącznie dla gigantów Internetu?

Myślę, że w biznesie online mali gracze dalej będą mieć swoje miejsce. Uważam tak, ponieważ ogromne firmy, takie jak Facebook czy Google, tworzą API. Każdy ma do niego dostęp i może korzystać z zalet tych platform.

Uważasz więc, że dzięki API dostęp do technologii jest bardziej demokratyczny?

Tak. Duże platformy zarządzające danymi tworzą płaszczyznę, na której mniejsze firmy mogą konkurować ze sobą nawzajem. Nie konkurują z Google czy Facebookiem, ale z małymi i średnimi firmami. Kluczem jest zrozumienie, co można osiągnąć dzięki API, nie tylko konkretnie przy wykorzystaniu elementów sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego.

Podałeś przykłady paru bardzo interesujących aplikacji, ale mam wrażenie, że ich codzienne stosowanie nie jest zbyt realistyczne. Mam rację czy może jest inaczej?

W zasadzie te narzędzia są do naszej dyspozycji, ale nadal nie umiemy z nich korzystać. Sztuczna inteligencja w dzisiejszym rozumieniu jest niesamowicie prymitywna. Jest w stanie efektywnie rozwiązywać tylko wybrane problemy. Nie radzi sobie jednak z najbardziej zasadniczymi technikami analizy, które mogłyby dać odpowiedzi najważniejsze dla marketingowców.

Jak myślisz, dlaczego tak jest?

To taki trochę Dziki Zachód. Technologia jest prymitywna. Dane, w sensie pliki danych lub korpusy, nie są odpowiednio prowadzone. Brakuje regulacji procedur ich wykorzystania. Użytkownicy nie mają gwarantowanych praw, a działania Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych idą w tej sprawie w dwóch różnych kierunkach.

Jakie są Twoim zdaniem najważniejsze umiejętności marketingowca przyszłości?

W pierwszej kolejności zdecydowanie będzie to umiejętność pracy z danymi. Jest ona de facto znacznie ważniejsza niż sztuczna inteligencja. Możesz zatrudnić kogoś, kto zajmie się AI. Jednak zdobycie i przetworzenie danych to już inna sprawa. Praca z danymi jest najważniejszą umiejętnością.

Nie każdy, kto zajmuje się zawodowo marketingiem, jest zaklinaczem danych. Ja też jestem tego przykładem. Czy musimy uzupełnić braki w wiedzy? Czy może z czasem pojawią się narzędzia, które poradzą sobie z tym problemem?

Myślę, że jedno i drugie. Uważam, że w tej dziedzinie czeka nas wiele zadań, których trzeba będziemy musieli się nauczyć. Większość z nas ma braki w podstawowej wiedzy informatycznej. Rzeczywiście, nowe usługi i narzędzia będą w stanie nam pomóc, ale nie zamaskują zasadniczych niedostatków.

Bio

Philip Evans jest starszym doradcą w Boston Consulting Group. Specjalizuje się w wielu dziedzinach, od zaawansowanej analizy dużych objętości danych aż po strategie medialne. Autor wielu nagradzanych publikacji. Prelegent na licznych prestiżowych konferencjach.

Podczas zeszłorocznej konferencji Engage mówił o fenomenie coraz szybszego przenikania sztucznej inteligencji w życie człowieka. Nazywamy to digital disruption. Evans porównuje poruszanie się w tym zaburzonym cyfrowo świecie do nawigowania przy pomocy mapy w skali 1:1, tak jak w alegorii, którą do dyskursu przywrócił hiszpański eseista Jorge Luis Borges.

Pomysł wykorzystania mapy wiernie odzwierciedlającej rzeczywistość jest absurdalny, ponieważ mapa o wymiarach takich samych, jak przedstawiany teren nie nadaje się do użytku. Zdaniem Evansa w ostatnich latach ta alegoria traci swój absurdalny wydźwięk. Wirtualna lub wzbogacona rzeczywistość może być rozumiana jako olbrzymia mapa i jednocześnie może skutecznie służyć do orientacji i nawigacji w autonomicznych systemach sterowania.

To Cię może zainteresować:

Komentarze

Shares